Niedawno, po czterech latach czekania, ukazał się kolejny album grupy Rammstein pod tytułem "Liebe ist für alle da". Jako, że należę do tych, którym "Rosenrot" i "Reise, Reise" podobały się, kupiłem i ten album (kupiłbym nawet gdyby kosztowała, jak poprzednie, 50zł zamiast 30-paru). Na necie można znaleźć dużo niepochlebnych opinii na temat tej płyty, a jako, że mi przypadła do gustu postanowiłem się podzielić moimi odczuciami.
Z jednej strony nie dziwię się, że jakaś część fanów nie lubi tej płyty, bo trzeba przyznać, że nie ma w tym wiele Rammsteina sprzed "Reise, Reise", z drugiej strony ta muzyka jest bardzo fajna, tak jakby wreszcie znaleźli to czego zaczęli szukać na "Reise, Reise" i ostro kontynuowali na "Rosenrocie". Jak się dobrze zastanowić, nie ma na tej płycie utworu, który by mi się ewidentnie nie podobał, jak na przykład "Stirb nicht vor mir", większość natomiast jest fajna, a o sześciu powiedziałbym, że są zajebiste.
Płyta rozpoczyna się od bardzo fajnego kawałka pod tytułem "Rammlied". Można ją interpretować jako podziękowanie za oczekiwanie. Tekst ma niezły, a muzycznie jest bardzo przyjemny dla ucha.
Następny jest utwór pod tytułem "Ich tu dir weh". Ma interesujący tekst, muzycznie jest przyjemny dla ucha. Nie porywa jakoś szczegółnie, ale można posłuchać.
Trzeci z kolei jest kawałek, który bardzo mi przypadł do gustu, "Waidmanns Heil". Ma całkiem zabawny tekst (jakimś cudem udało mi się go przetłumaczyć samemu ;p); bardzo chwytliwy refren i muzycznie bardzo przyjemna piosenka.
Czwarty z kolei jest "Haifisch". Kawałek zajebisty muzycznie, z przezajebistym tekstem, po prostu miód. Chyba najlepszy z całej płyty.
Następny jest przez niektórych uważany za najsłabszy kawałek pod tytułem "B********" ("Bückstabü"). Nie jest może jakiś bardzo ambitny, ale mi się podoba. Całkiem fajnie brzmi ten growl w wykonaniu Tilla.
Kolejny jest "Frühling in Paris". Kawałek, choć nie porywa, jest całkiem fajny. Jedyny mankament to to, że Till nie umie śpiewać po francusku. ;p
Siódmy z kolei jest "Winter Blut", moim zdaniem bardzo przyjemny kawałek z fajnym refrenem.
Ósmy z kolei jest utwór pod tytułem "Pussy", który osobiście bardzo lubię. I za tekst i za muzykę.
Następnie tytułowe "Liebe ist für alle da". Przyjemne, fajnie się słucha. Kawałek z jajem.
Dziesiąty jest kawałek pod tytułem "Mehr". Bardzo go lubię, bo ma dobry tekst, jest żywa, dobrze się słucha.
Na sam koniec (jak zwykle jedenasty) utwór pod tytułem "Roter Sand". Bardzo mi się podoba. Całkiem ciekawą sprawą, że umieścili na sam koniec taki "ludzki" kawałek, taki mówiący, że pełno jest chujstwa (o czym mówią poprzednie utwory), ale jednak jest też trochę piękna na świecie. Ma fajny tekst, i podoba mi się mimo, że jest najwolniejszy.
Reasumując muzyka z tej płyty jest zupełnie inna niż ta do której Rammstein przyzwyczaił na pierwszych płytach, jak dla mnie mogłoby być jednak więcej klawiszy (bo niestety mało ich tam słyszałem) i może już mniej podchodzi pod miano tanz metalu. Z drugiej strony, choć też bym chętnie posłychał na niej czegoś w stylu "Wollt Ihr das Bett in Flammen sehen" albo "Eifersucht", ale z drugiej strony chyba lepiej, żeby szukali czegoś nowego, nie koniecznie takiego jak to co było najfajniejszego w Rammsteinie; aniżeli mięliby tworzyć na siłę coś "Rammsteinowego", ale już bez takiego jaja jak dawniej, albo miałoby stać się kiczowate.
Parę dni temu, po paru latach czekania, Rammstein wypuścił pierwszy singiel promujący ich nowy album. Singiel nazywa się "Pussy", a album ma się nazywać "Liebe ist für alle da" i wyjść pod koniec października bierzącego roku. Wraz z singlem wyszedł również teledysk, który wzbudził dość spore kontrowersje (których osobiście nie rozumiem, ale o tym trochę później), ze względu na to, że jest wulgarny, zawiera sceny pornograficzne i takie tam. Co więcej, nie są to takie pojedyncze ujęcia jak w przypadku teledysu do "Mann gegen Mann", te sceny zajmują bardzo znaczą część teledysku. Teledysk w wersji nieocenzurowanej można obejrzeć tutaj: http://visit-x.net/rammstein/. Tylko dla widzów dorosłych, nie odpowiadam za jego treść, itp.
Zarówno teledysk jak i sama piosenka bardzo mi się podobają, choć mogłyby wydawać się idiotyczne i nie na poziomie (uważam, że jest inaczej). Uważam również, że oburzenie jest zupełnie nie na miejscu. Myślę, że każdy szanujący się fan wie jakie są ich teksty (dajmy na to "Rein raus" czy "Te Quiero Puta!") i co się dzieje na ich koncertach (dajmy na to jedno z wykonań "Bück Dich"). Moim zdaniem teledysk i piosenka są zwyczajnie Rammsteinowe, a skalę zjawiska bym raczej traktował jako prezent dla długo oczekujących fanów, w niepewności co dalej będzie z zespołem.
Pomijając to wszystko, jest jeszcze jedno o czym warto wspomnieć. Daje jako takie pojęcie o tym co się znajdzie na nowej płycie, zwłaszcza, że zmiany jakie zaszły w albumach "Reise Reise" i "Rosenrot" zostały przyjęte bardzo różnie. Jeśli o mnie chodzi, bardzo lubię te dwa albumy i jestem dobrej myśli jeśli chodzi o "Liebe ist für alle da"
Ostatnio, szwendając się po kolporterze, natrafiłem na kilka pozycji tego autora, obok Serii Patroli Siergieja Łukianienki, która przypadła mi do gustu, toteż postanowiłem spróbować i zakupiłem książkę pt. "Strefa Sprawiedliwości" ("Зона справедливости") i przeczytałem. Tekst ten piszę ze względu na to, że w polskim internecie w zasadzie nie widziałem żadnych opinii na temat książek tego autora.
Strefa sprawiedliwości jest książką, której najbliżej jest do fantastyki, aczkolwiek jednocześnie bardzo ciężko zaliczyć ją do tego gatunku, gdyż jedynym elementem fantastycznym są niewyjaśnione wydarzenia, które są właściwie tłem dla opisywanych wydarzeń. Odnoszę wrażenie, że są one tylko pretekstem do pokazania pewnych cech narodu rosyjskiego.
Powieść opisuje wydarzenia związane z tajemniczą siła która bije każdego kto się znajdzie w owej strefie, zgodnie z tym ile w życiu nagrzeszył. Kilku tylko pieściło, innych porządnie pobiło, innych zmasakrowało. Te niewyjaśnione wydarzenia zaowocowały licznymi teoriami spiskowymi, większym popytem na usługi wszelkiej maści wróżek, licznymi nawróceniami i świetnym tematem dla prasy.
Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem jest 45-letni, dość wykształcony Rosjanin, jeden z mieszkańców feralnego domu. Człowiek do bólu uczciwy, nieco zagubiony w ówczesnym społeczeństwie, nie omieszka nas poczęstować licznymi opisami niezbyt chlubnych zjawisk, jakie obserwuje w owym społeczeństwie.
Książka, choć być może bez bardzo wyszukanej fabuły, jest dość ciekawie napisana, miejscami zabawna, bardzo szybko się czyta. Pozycja jak najbardziej godna polecenia.
Zapewne większość miłośników edytorów tekstów takich jak Vim, czy emacs, a także wyznawcy wyższości CLI nad GUI, przyzna, że klawiatura jest znacznie szybsza, a jeśli się człowiek przyzwyczai, wygodniejsza od myszki. Ciężko jednak wyeliminować z środowiska graficznego użycie myszy. Nic bardziej mylnego, mając odpowiednie narzędzia można bez problemu używać Xów bez myszki, ani jej emulacji. Pomijając kilka dziedzin, w których raczej myszkę ciężko zastąpić(u mnie chyba tylko edytor grafiki, GIMP). W tym artykule przedstawię zarządcę okien sterowanego klawiaturą - awesome.
Już bardzo dawno mysz zadomowiła się w systemach biurkowych. Nic dziwnego, przesuwanie okien "chwytając" je kursorem myszy i wciskanie nim przycisków jest bardzo intuicyjne. Być może gdyby nie wymyślono myszy, komputery nie byłby tak powszechne. Istnieje jednak pewna grupa ludzi myśli w trochę innych kategoriach. Owocem takiego myślenia jest pomysł na zarządzanie oknami bez użycia myszy.
Pierwszą, rzeczą jaka przychodzi na myśl(przynajmniej mi przyszła;)), słysząc o zarządcy okien sterowanym klawiaturą, to "Jak to, do cholery, możliwe?". Rozwiązanie jest bardzo proste. Wystarczy, że rozmieszczeniem i zmianą rozmiarów okien zajmie się program, pozostałe rzeczy można zrobić klawiaturą, nawet w "klasycznych" środowiskach. W praktykce wygląda to mniej więcej tak:

Wbrew pozorom istnieje dość sporo takich programów: ratpoison, Ion, wmii, dwm, awesome. W tym tekście skupię się na tym ostatnim. Myślę, że każdy sobie poradzi z instalacją tego programu(jeśli nie ma go w repo twojej dystrybucji :poszukaj na freshmeat), więc przejdę od razu do rzeczy.
Podobnie jak w przypadku większości programów open source, kluczem do sukcesu jest dobra konfiguracja, którą przeprowadzamy poprzez edycję pliku ~/.awesomerc . Jego struktura jest dość prosta i można bardzo łatwo ją zrozumieć, próbując przy niej majstrować i posiłkować się manem. Jednakże, aby ułatwić Ci sprawę, przedstawię mój plik konfiguracyjny awesome i pokrótce wyjaśnię, o co chodzi. Nie będę się wdawał w zbędne szczegóły, bo o co chodzi, każdy widzi. Chyba jedyny szczegół, jaki wypada nadmienić to występujący klawisz Mod4. Jego definicja jest kwestią konfiguracji X11, w najpopularniejszych u nas klawiaturach Microsoft będzie to logo Windows. Swoją drogą, bardzo fajnie, że znajduje on wreszcie jakieś logiczne zastosowanie. :)
Mój plik konfiguracyjny składa się z trzech sekcji(jest ich więcej, jednakże nie odczułem potrzeby zgłębiania ich zastosowania :)). Pierwszą z nich jest sekcja screen:
screen 0
{
styles
{
normal
{
font = "sans 8"
fg = "#dddddd"
bg = "#444444"
border = "#555555"
}
focus
{
fg = "#000000"
bg = "#535d6c"
border = "#535d6c"
}
urgent
{
fg = "#111111"
bg = "#ff4500"
}
}
tags
{
tag one { }
tag two { }
tag three { }
tag four { }
tag five { }
tag six { }
tag seven { }
tag eight { }
tag nine { }
}
layouts
{
# layout tile { image = "/usr/share/awesome/icons/layouts/tilew.png" }
# layout tileleft { image = "/usr/share/awesome/icons/layouts/tileleftw.png" }
layout tilebottom { image = "/usr/share/awesome/icons/layouts/tilebottomw.png" }
# layout tiletop { image = "/usr/share/awesome/icons/layouts/tiletopw.png" }
# layout max { image = "/usr/share/awesome/icons/layouts/maxw.png" }
# layout spiral { image = "/usr/share/awesome/icons/layouts/spiralw.png" }
# layout dwindle { image = "/usr/share/awesome/icons/layouts/dwindlew.png" }
# layout floating { image = "/usr/share/awesome/icons/layouts/floatingw.png" }
}
statusbar mystatusbar
{
position = "top"
taglist mytaglist
{
mouse
{
button = "1"
command = "tag_view"
}
mouse
{
button = "1"
modkey = {"Mod4"}
command = "client_tag"
}
mouse
{
button = "3"
command = "tag_toggleview"
}
mouse
{
button = "3"
modkey = {"Mod4"}
command = "client_toggletag"
}
mouse
{
button = "4"
command = "tag_viewnext"
}
mouse
{
button = "5"
command = "tag_viewprev"
}
}
layoutinfo mylayoutinfo
{
mouse
{
button = "1"
command = "tag_setlayout"
arg = "+1"
}
mouse
{
button = "4"
command = "tag_setlayout"
arg = "+1"
}
mouse
{
button = "3"
command = "tag_setlayout"
arg = "-1"
}
mouse
{
button = "5"
command = "tag_setlayout"
arg = "-1"
}
}
tasklist mytasklist{}
iconbox logo
{
image = "/usr/share/awesome/icons/awesome16.png"
mouse
{
button = "1"
command = "spawn"
arg = "exec xterm -e man awesome"
}
}
}
Na samym początku mamy podsekcję styles, zostawiłem wartości domyślne. Dalej mamy podsekcję "tags". Zawiera ona listę tagów, czyli po prostu pulpitów.
Dalej, w kolejności jest podsekcja layouts. Opisuje ona sposoby rozmieszczania okien. Jak można zauważyć, owe sposoby definiuje się poprzez utworzenie odpowiedniego obrazka. Można również je przełączać(standardowo Mod4 + spacja), jednakże zakomentowałem wszystkie oprócz jednego, moim zdaniem najwygodniejszego układu, w którym główne okno(względnie okna) znajduje się u góry, a pozostałe, mniejsze są rozmieszczane poniżej. Szczerze powiedziawszy jest to nawet lepsze od tacki systemowej, bo nie zajmuje wiele miejsca, a za to przekazuje więcej informacji.
Dalej mamy sekcję "statusbar", dotyczącą cosia, w innych środowiskach zwanego panelem. Pozostawiłem wartości domyślne, bo w zasadzie nic poza listą tagów, listą layoutów i listą okien, nie jest mi na tyle potrzebne, żeby chciało mi się wystarczająco zagłębić w dokumentacji. :) Nie mam więc zegarka, jest to trochę problematyczne, ale rozwiązałem to uruchamiając na starcie xclocka, tak żeby pokazywał godzinę i datę w prawym-dolnym rogu. Dla mniej zaznajomionych w użyciu tego programu podaję wiersz polecenia dla cyfrowego zegara w formacie "dzień tygodnia, dzień.miesiąc.rok(2 cyfry) godzina:minuty", dla rozdzielczości 1280x1024:
xclock -geometry 170x30+1110+994 -d -twentyfour -strftime "%a,%d.%m.%y %H:%M"
Dalej mamy sekcję rules. Dotyczy ona wyjątkowych właściwości dla niektórych programów. W moim przypadku ogranicza się do wskazania, które okna mają "pływać", czyli nie podlegać layoutowi:
rules
{
rule { name = "Gimp" float = true }
rule { name = "MPlayer" float = true }
rule { name = "Acroread" float = true }
rule { name = "pinentry" float = true }
rule { name = "xclock" float = true }
}
Ostatnią i chyba najważniejszą sekcją, jest sekcja keys, definiująca skróty klawiszowe:
keys
{
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "F1"
command = "spawn"
arg = "exec xfrun4"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "F2"
command = "spawn"
arg = "ls .menu-items | awesome-menu -e \"exec ~/.menu-items/\""
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "F3"
command = "spawn"
arg = "mpc toggle"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "F4"
command = "spawn"
arg = "exec xterm -e \"mpc&&sleep 2\""
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "F5"
command = "spawn"
arg = "exec ario"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "Return"
command = "spawn"
arg = "exec ~/.menu-items/Terminal"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "space"
command = "tag_setlayout"
arg = "+1"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Shift"}
key = "space"
command = "tag_setlayout"
arg = "-1"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "b"
command = "statusbar_toggle"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "Right"
command = "client_focusnext"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "Left"
command = "client_focusprev"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Shift"}
key = "Right"
command = "client_swapnext"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Shift"}
key = "Left"
command = "client_swapprev"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "p"
command = "tag_setmwfact"
arg = "-0.05"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "o"
command = "tag_setmwfact"
arg = "+0.05"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Control"}
key = "p"
command = "tag_setncol"
arg = "+1"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Control"}
key = "o"
command = "tag_setncol"
arg = "-1"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "z"
command = "tag_viewprev"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "x"
command = "tag_viewnext"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "m"
command = "client_togglemax"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Control"}
key = "Return"
command = "client_zoom"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Control"}
key = "space"
command = "client_togglefloating"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Control"}
key = "c"
command = "client_kill"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Control"}
key = "q"
command = "quit"
}
key
{
modkey = {"Mod4", "Control"}
key = "r"
command = "restart"
}
key
{
modkey = {"Mod4"}
key = "0"
command = "tag_view"
}
keylist
{
modkey = {"Mod4"}
command = "tag_view"
keylist = { 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 }
arglist = { 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 }
}
keylist
{
modkey = {"Mod4", "Shift"}
command = "client_tag"
keylist = { 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 }
arglist = { 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 }
}
keylist
{
modkey = {"Mod4", "Control"}
command = "client_toggletag"
keylist = { 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 }
arglist = { 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 }
}
}
Myślę, że nie trudno zrozumieć zapis. Jedynie komendy mogą być nieco nie jasne, dlatego wyjaśnię kolejne skróty:
To wszystko, taki stan rzeczy mnie w pełni satysfakcjonuje i sprawia, że niechętnie sięgam po gryzonia, w związku z czym programy też obsługuję klawiaturą, co z kolei sprawia, że pracuje się szybciej. W przyszłości być może będę drążył ten temat. :)
Ostatnio sporo eksperymentowałem z różnymi środowiskami - najpierw GNOME, a potem ciut za ciężkie na mój sprzęt(Athlon XP 1700+, 512MB RAM) KDE4, którego jedyną zaletą, moim skromnym zdaniem , jest Amarok. Trochę się poinstalowało śmiecia, więc stwierdziłem, że to dobry moment, żeby spróbować czegoś nowego. Postanowiłem wybrać Zenwalka. Przede wszystkim, że bazuje na slackware i korzysta z niesprawdzonego jeszcze przeze mnie XFCE, ale też hasło "Ever tried zen computing?" nie pozostało bez znaczenia. :)
Na początek instalacja. Tu nie ma się zbytnio nad czym rozpisywać. Instalator jak instalator. Tekstowy, a jednak w ładnej oprawie(framebuffer jak sądzę). Na tym etapie zdziwił mnie fakt iż system ten, podobnie jak poprzednio przeze mnie używany Arch, traktuje wszystkie dyski jako SCSI, co objawia się się nietypowymi nazwami urządzeń(/dev/sdxn i /dev/srn). Dalej jedyną ciekawostką jest ciekawie pomyślana konfiguracja LILO, przypominająca nieco tą z PLD, ale ta jednak jest trochę bardziej rozbudowana.
Potem przyszedł czas na pierwsze bootowanie. Co ciekawe na samym wstępie poczęstował mnie porcją kilku licencji do zaakceptowania(GNU/GPL, Adobe, Intel), a następnie uruchomił alsaconf i całkiem fajny, stworzony w ncurses menedżer użytkowników. Dalej już standard - gdm.
Całkiem ładny wygląd XFCE. Po małym przekonfigurowaniu, bardzo mi odpowiada.
W oczy też się rzuca bardzo dobra szybkość(mniej więcej na równi z Archem). W standardowym zestawie programów niestety nie ma kilku ważnych programów, więc zacząłem od netpkg, menedżera pakietów Zenwalka, a właściwie jego graficznej nakładki. Program wcale przyzwoity, prosty do bólu, nic dodać nic ująć. Szybko wyszukałem seamonkeya(niestety bez polskiej lokalizacji, którą trzeba było doinstalować w klasyczny sposób), następnie mpd, mpc i z braku gmpc, ario, którego wcześniej nie znałem(a szkoda). Mpdscribble niestety musiałem zainstalować ze źródeł, jak również samodzielnie musiałem napisać skrypt startowy dla mpd/mpdscribble, a takze konfigurację. W gruncie rzeczy nic trudnego. Gdy z głośników zaczęła się sączyć muzyka mogłem przejść do konfiguracji. Najpierw XFCE. Wszystko w porządku, tylko szkoda, że nie ma edytora motywów dla GTK. No nic, nauczę się je pisać przynajmniej. :)
Dalej zaskoczył mnie zestaw konfiguratorów zenwalka. Całkiem przyjemnie się ich używa. Szkoda, że kosztem braku /etc/rc.conf. Nie można mieć wszystkiego.
Następnie przyszedł czas na sterowniki NVIDIA. Tu pozytywne zaskoczenie, bo są źródła kernela (Archu jakoś nie mogłem ich znaleźć).
Podsumowując, Zenwalk to bardzo przyjemna, szybka dystrybucja, jak najbardziej pasująca do swojego motta. Większość konfiguracji da się załatwić konfiguratorami(oprócz mpd, cupsa, konfigurowanego przez przeglądarkę; sane, sudo i nvidia). Bardzo duży plus za menedżer pakietów. W jednym zdaniu, jeśli lubisz XFCE, chcesz szybkiego i prostego, a przy okazji całkiem łatwego, systemu to Zenwalk jest zdecydowanie dobrym pomysłem.
Czas napisać o najlepszej płycie tego lata, a może i w ogóle( moim zdaniem). Mam na myśli album "Warhead" Polskiej grupy trash-metalowej Al Sirat. Płyta ukazała się jako załącznik do pisma Trash'em All(nr. 3/2007), tak więc mamy arcydzieło za grosze( Bo pisemko kosztuje 30zł i zawiera 2 płyty).
Może jednak zacznijmy od początku, ponieważ Al Sirat jest dość mało znanym zespołem - przez niektórych określanym mianem najbardziej niedocenianego zespołu( ja swoją drogą też tak uważam). Ja natrafiłem na nich przez przypadek, ściągając ich utwory z albumu "Kala"(2004) 3pm.pl. To było coś zupełnie nowego dla mnie. Świetne brzmienie zbliżone do trash metalu. Świetne partie na gitarach. Bardzo dobre teksty i wokal. Ówcześnie dla mnie było to 10/10.
W tym roku wyszedł Warhead. Kupiłem "Trasha" wyciągnąłem płytkę z pudełka i zacząłem słuchać na przenośnym odtwarzaczu( Bo byłem wówczas na wyjeździe) i mnie zatkało - już po pierwszych sekundach pierwszego nagrania("Primal Right"). Po 50 sekundach natomiast doszedł wokal i byłem odcięty od rzeczywistości ;p Cola znacznie poprawił swoje umiejętności - śpiewa dużo wyraźniej, a jednocześnie znacznie fajniej. Również tekst owego utworu był na równie dobrym poziomie, co utwory z Kali. Potem "Pilgrim", "Ask Yourself", "Fall" w nowej aranżacji, "Warhead", "No Harmony", "Oprawca", "Alert!"(również w nowej aranżacji), "Not About You", "Bezego" i tak zleciała prawie godzina. Po prostu jeszcze lepsze niż Kala - najlepsza płyta jakiej w życiu słuchałem.
Co najdziwniejsze, jeszcze mi nie przeszło, mimo słuchania niemalże na okrągło. Tak czy inaczej zdążyłem trochę ochłonąć i będę trochę bardziej obiektywny, niż po pierwszym przesłuchaniu ;p. Do rzeczy. Na płycie jest dziesięć utworów o długościach ~4-5 minut. Większość z nich w podobnym stylu - pełno świetnych solówek, połamany rytm, tekst na bardzo wysokim poziomie. Od tego odbiega tylko "Bezego", który jest świetną balladką. "Podobny styl" nie oznacza jednak, że utwory są jednakowe - nic z tych rzeczy - różnią się od siebie znacznie - łączy je głównie wysoka jakość, dojrzałość techniczna( i to co podałem wcześniej).
Czas wspomnieć o tekstach. Niestety( jak dla mnie) jest tylko jeden utwór po polsku( Co jednak jest zrozumiałe w przypadku polskiego metalu - docenianego głównie za granicą). Pod względem tekstów najbardziej mi się spodobały 3 pierwsze utwory - "Primal Right" - utrzymany w klimacie dominującym w Kali - ostrej krytyki społeczeństwa; "Pilgrim" - coś nowego, poruszającego kwestie wiary; i Ask Yourself -coś dla załamanych ;p.
Niezależnie od tego, jak bardzo przesadzam z tą fascynacją, płyta jest z pewnością warta uwagi. Polecam.
Tyle czasu minęło odkąd zakupiłem nową płytkę owego zespołu, ale trzeba przestać się lenić ;p Więc do rzeczy.
Pneuma jest polskim zespołem chrześcijańskometalowym. Co ważne - wypracowali sobie własny styl, w którym pełno jest gitary, trochę mniej perkusji. Jeśli chodzi o growle, jest co raz lepiej( choć i tak do Vadera, czy Behemotha jeszcze daleko ;)). Całkiem fajne teksty - dalej utrzymane z reguły w chrześcijańskich klimatach. Wszystkie utwory są moim zdaniem bardzo dobre, "Ta sama krew", "Świat nie śpi" i "Livin' on a prayer"( cover Bona Joviego) zasługują na szczególne uznanie.
Na płytce znajdziemy również 1 utwór - "Bez Ciebie" - utrzymany w trochę(Zupełnie ;p) innym stylu - ot spokojna piosenka z przewagą gitary akustycznej. Szybko wpada w ucho.
Zbierając do kupy - Pneuma wydała porządny kawałek bardzo dobrego metalu z porządnymi tekstami. Album "Jeden" z pewnością zasługuje na uwagę.
Ostatnio zdecydowałem się spróbować kolejnej polskiej dystrybucji Linuksa - PLD Linux Distribution, podobnie jak w przypadku KateOS uzyskuje miejsce w czołówce najlepszych według mnie systemów( Nota bene tylko jeden system ma tam stałą i nie zagrożoną przez nic lokatę ;)).
PLD jest pierwszą( tak przynajmniej mi wiadomo ;)) rozwijaną głównie przez Polaków, w związku z tym dawniej nazywała się Polish(ed) Linux Distribution. Przy okazji należy też do największych dystrybucji na świecie. System ten opiera się na paczkach RPM, a do zarządzania nimi używa świetnego programu poldek. Innym wielkim atutem PLD jest szybkość - bez problemu dorównuje Archowi i Gentoo. Cechuje się również rozdrobnieniem paczek na mniejsze w celu zaoszczędzenia miejsca na dysku. Za PLD opowiada się również fakt, iż znajdziemy w nim aż 691 polskich czcionek
Nie ma niestety róży bez kolców - PLD ma swoje wady. Najpoważniejszą z nich moim z zdaniem jest niedopracowanie niektórych paczek. Przykładowo paczka z MPD1 nie zawiera przykładowego pliku mpd.conf( co jeszcze nie jest takim błędem, bo można go napisać na podstawie manuala) oraz skryptu startowego, co jest już poważnym uniedogodnieniem. Innym przykładem może być gajim, który po prostu nie działa( w wyniku błędów biblioteki pysqlite). Innym powodem do niezadowolenia jest uboga dokumentacja, zwłaszcza jeśli przyrównamy ją do takich projektów jak Gentoo, FreeBSD, czy Debian. Moim zdaniem PLD mógłby rozszerzyć kolekcję dockappów ;)
Nie jestem pewien, czy PLD jeszcze długo zabawi na moim dysku. Myślę, że raczej jednak nie zainstaluję znów Gentoo ze względu na to, że nie będzie mi się chciało znów wszystkiego kompilować. Może dam nową szansę Debianowi, który pewnie ma pokaźną kolekcję dockappów, a poza tym nie miałem wielkich powodów, by z niego migrować.
Tak czy inaczej PLD zajmuje bardzo wysoką pozycję - nie jestem do końca pewien, czy drugą, czy trzecią( nie bije na pewno FreeBSD), gdyż nie jestem do końca pewien, jak go ustosunkować do Gentoo. lepszy od Slacka i na pewno znacznie lepszy od KateOSa i Archa. Potem jest DOS jako kochany zabytek. Następnie trzy dystrybucje których w życiu nie tknę : Red Hat, Mandriva, SuSE i na koniec systemy którym nic nie zagrozi zrzuceniem z zaszczytnej, ostatniej lokaty : Micro$oft Window$. Nie uwzględniłem tu OpenBSD, który raczej nie jest przeznaczony na desktop, Ubuntu, który raczej nie jest dystrybucją dla mnie, ze względu na fakt iż nie potrzebuję pomocy w doborze pakietów i konfiguracji Debiana. I Debiana, któremu muszę się dopiero przyjrzeć.
Na koniec natomiast link dla wszystkich, którzy muszą rozładować stres/lubią niszczyć/są piromanami2 do listy firm, które należy puścić z dymem : http://www.microsoft.com/poland/windowsserversystem/fakty/default.mspx
_____________________________
1 Music Player Daemon - program rezydentny służący do odtwarzania muzyki
2 Niepotrzebne skreślić
Wiadomo było, że długo nie usiedzę na tym Gentoo ;) Postanowiłem wypróbować parę razy poleconą mi na jakilinux.org dystrybucję KateOS. Tak więc wypada napisać o tej dystrybucji.
Tak w jednym zdaniu, to musi być to naprawdę dobre distro, bo nawet problemy z netem, które uniemożliwiały mi ściągnięcie podstawowych paczek( instalowałem z miniiso) nie obrzydziły mi tego systemu ;). Tak bardziej dokładnie. Całkiem miły proces instalacji, raczej bez zgrzytów. Po reboocie powitał mnie całkiem ładnie ustawiony grub( mam na myśli graficzkę nań nałożoną), a potem ładne logo KATEOS przy bootowaniu, a potem ładny framebuffer z tym samym logo w tle. Nie jest to dla mnie żaden wielki plus, ale miło się pracowało ;) dopóki nie przeszedłem na X11, które udało mi się skonfigurować nadzwyczaj łatwo( no może oprócz faktu, że mam rozdzielczość 1024x768, a zdążyłem już przywyknąć do 1280x1024 wrrr... Jakie to wszystko wielgachne). Zasadniczo pierwsze sekundy po uruchomieniu WindowMakera( a czegóż by innego ;)) były dla mnie traumatyczne - w życiu nie widziałem tak przesłodzonego pulpitu - tfu tfu. Nie jest to jednak, żaden wielki problem, bo wystarczyło poświęcić parę minut na przestawienie tła na czarne i skombinowania jakichś ładnych kolorków. Następnym minuchem jest wyposażenie repo - brak opery, czy MPD, nawet, niech stracę, gajima jeszcze zdzierżę, ale tego, że jest windowmaker, a nie ma żadnych dockappów już nie rozumiem... Cóż ściągnie się. W zamian za to system jest dość szybki i mało kłopotliwy. No i wielki plus mało związany z developerami Kaśki to to, że wreszcie obejrzałem 11 odcinek Naruto Shippuudena( geez - od piątku nie miałem na dysku, żadnego Linuksa działającego dobrze :/). Zaraz chyba zapakuję się do wyrka i od jutra rana biorę się za dociąganie potrzebnych rzeczy. Jutro pewnie napiszę jeszcze trochę więcej o Kasi. Właściwie to może i nie bo dawno nie pisałem i trochę tematów mam, choćby porozwodzić się na temat Nietzschego ;). Pozdrawiam i z góry dziękuję za wszelkie wskazówki co do tej rozdzielczości. PS. Ostatnio trochę błądziłem między systemami i odkryłem bardzo interesującą rzecz. Miałem wtedy w MBRze boot-managera z FreeBSD i chciałem przywrócić NTLDRa - to wrzucam płytę XP-ka piszę w konsoli fdisk /mbr ( tak jak gdzieś czytałem) - nie ma takiego polecenia. Piszę help. JEST - polecenie fixmbr - pewnie to to. Niee pozory mylą - do MBRa wrzucił BTX - Bootloader FreeBSD, który wówczas znajdował się na drugiej partycji. "V for Vista!" chciałoby się krzyknąć ;) PS2. Super! wreszcie aspell sensownie działa( gentoo działał w unicode i nie zbyt przyjemnie się z nim pracowało( trochę źle wyświetlał tekst)
Dziś z jakiegoś niewyjaśnionego do końca powodu sięgnąłem dziś znów po w/w film. Byłem na nim w kinie i oglądałem już parę razy na DVD. Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że jest to film wart uwagi, który ogląda się parę razy i zawsze się znajdzie coś nowego. Film ten opowiada o walce dobra ze złem. Brzmi znajomo i wydawałoby się, że to kisz. A jednak nie.
Z paru powodów nie jest to kolejny shit udawający horror. Ten film ma swój klimat, składa się na to parę czynników:
1. Film daje do myślenia. Żeby była jasność, ten film nie opowiada o Walecznym rycerzu, który walczy z potworami. NIE. Tu ci dobrzy są jeszcze gorsi od tych złych. Wywyższają się, używają tych samych sztuczek i jeszcze się tego wypierają. Ci źli - jak w życiu cytują im biblię( w przenośni) można ich widzieć nawet jako pokrzywdzonych w tym układzie.
2. Podobnie jak "Neon Genesis Evangelion" sprawia wrażenie, jakby autorzy zażywali środki psychoaktywne ;) Może nie aż w takim stopniu, bo NGE jest dużo trudniejszy do zrozumienia
3.Film wali Ameryką na kilometr, o nie. Rzecz się dzieje w Moskwie, bohaterami są Rosjanie, gadają po rosyjsku, zachowają się jak ruscy - główny bohater jest alkoholikiem( ;) ). Miła odmiana jak dla mnie.
4.Film ma dobrą muzykę, niejednolitą. Z jednej stony porządny metal, z drugiej spokojna muzyka fortepianowa
5.Dobre efekty specjalne, nie narzucające się jednak - nie ma tak jak w Matriksie, że chodzi o to, żeby utopić jak najwięcej kasy na efekty
To sprawia, że film jest bardzo dobry i skłania do refleksji, czy naprawdę ci dobrzy są tak dobzi jak mówią? Czy napewno źli są tak źli jak się o nich mówi? Polecam wszystkim i czekam, aż wydadzą wreszcie u nas książkę, na której oparty jest ten film( oryginalny tytuł ten sam, lecz w tłumaczeniu "Nocny patrol")
_______________
* = Nocznoj Dozor